W serialach

serial Haven pod znakiem wielu uczuć

Choć uwielbiam i kibicuję parze Audrey & Nathan, to dużą sympatią darzę Duke’a i jego uczucie do głównej bohaterki. Może dlatego, że nie jest takie oczywiste i nieźle zaskakuje. Będą spojlery i to ze wszystkich sezonów!

Duke przyjacielem

Poznaję go w pierwszym sezonie, a następnie mam możliwość obserwować zmianę, jaką przechodzi między pierwszym a ostatnim sezonem. Duży wpływ na to ma obecność Audrey. Pod jej wpływem zmienia się również jego relacja z Nathanem. Nie lubili się, a tymczasem w serialu jesteśmy wreszcie świadkami, gdy ten uroczy lekkoduch zostaje przez policjanta nazwany przyjacielem.

Duke wydaje się być facetem, który ma wszystko gdzieś.  Nie przejmuje się życiem, problemy go nie dotyczą, bo jakiekolwiek by się nie napatoczyły, on sobie zawsze poradzi. Ślizga się przez życie. Przez przeszkody po prostu przeskakuje, jakby brał udział w jakichś zawodach.

Nie jest bez wad, ale jest pełen tajemnic. Jak choćby to, że był już żonaty. Całe jego drzewo genealogiczne jest zaskakujące.

Uwielbiam moment w ostatnim sezonie, gdy Duke ucieka z Haven, chcąc skryć się przed swoim przeznaczeniem, a ono i tak go dopada. Wtedy, tam przy cudzym nagrobku dowiaduje się, że tak naprawdę jest on podstawą historii rodzinnego miasta razem z Nathanem i Audrey. Tudzież Marą.

Duke & Audrey

Już w pierwszej scenie, w jakiej się pojawia, udowadnia, że to miły, uczynny gość o naprawdę dobrym sercu. Kurczę, on jest normalny i można na nim polegać! Znajduje nieznajomą, opiekuje się nią i daje jej wszystko, czego ona potrzebuje.

Audrey wiedziała, że o cokolwiek go nie poprosi, w końcu zrobi dla niej wszystko. Trochę go przy tym wykorzystywała, ale gdyby nie chciał, mógł uciec, odwrócić się i olać nową przyjaciółkę. Nie olał. No ok, w sumie to trochę olał, ale dopiero znacznie później. Ich przyjaźń była już na tyle ugruntowana, że i tak dziewczyna w końcu wybaczy mu każde przewinienie, natomiast on mógł być przy niej sobą, nawet jeśli ta mroczna strona była niezbyt przez nią aprobowana.

Żałuję tylko, że nigdy jej nie powiedział “kocham Cię”. Nawet, gdy żegnała się z nim tuż przed wejściem do stodoły. Wiem, że nie zrobił tego z szacunku dla przyjaciela, ale jednak szybkie wyznanie szeptem wprost do ucha nie byłoby takie złe.

Jennifer

A później pojawia się Jennifer. Dziewczyna znikąd. Choć uwielbiam miłość Duke’a do uroczej blondynki o stu twarzach, to muszę przyznać, że moje serce skakało z radości na widok jego przywiązania do Jennifer.

Jest taka… po prostu fajna. Nie dziwię się, że zwrócił na nią uwagę. Chciałam, by wreszcie i on miał swoje szczęśliwe zakończenie. Twórcy serialu mieli jednak inną wizję życia dla tej dwójki.

Płakać mi się chciało, więc płakałam

W żadnym innym serialu nie widziałam tak smutnego zakończenia jak w Haven. Mówię oczywiście o trzeciej serii. Nienawidzę tego, co zrobiono z postacią Duke’a. Naprawdę można było to inaczej ukierunkować, wystarczyło trochę dobrej woli!

Jedyne pozytywy, jakie tu znajduję, to wszechobecna miłość, jaka otacza bohatera. To jest jego rodzina, choć w pierwszym sezonie zupełnie się na to nie zapowiadało. Jednak tym się dla niego stali: rodziną.

Miłość nie znika. Ona się zmienia!

Wydaje mi się, że nawet jego uczucie do Audrey przetrwało, tyle że zdążyło przez te trzy sezony mocno ewoluować. Facet wciąż ją kocha. Gdyby tylko Nathana nie było, to on chętnie by zajął jego miejsce, ale skoro serce ukochanej jest zajęte przez jego kumpla, to on umości sobie kącik w pokoju przyjaźni. Bo miejsce w jej sercu będzie dla niego już zawsze.

Twórcy “Haven” namieszali…

Serial dostarczył mi wielu pozytywnych doznań, ale od momentu, gdy Duke stracił swoją “moc”, coś zaczęło się kiełbasić. Często byłam zła i rozczarowana, bo tę postać wybitnie polubiłam, życzyłam jej jak najlepiej. I nie doczekałam się!

Ulubione momenty z Dukiem?

-> Oczywiście Colorado. Uwielbiam ten moment w pokoju, gdy rozmawia z Audrey, a następnie ją całuje.

-> Przed stodołą, gdy Audrey ma wejść do środka i się z nim żegna. Zachował się tam cudownie. Dojrzale, odpowiedzialnie i przede wszystkim rewelacyjnie w stosunku do Nathana.

-> Sama już nie wiem, ile razy oglądałam moment, gdy Duke rozmawia z Jennifer. Ale ta scena, gdy ona wypomina mu niespodziewany pocałunek, a ten odgryza się stwierdzeniem “You kissed me back” – odpłynęłam!

-> Podoba mi się też scena, gdy Nathan wraca w rozmowie do uczuć Duke’a. Widać, że facet czuje się odrobinę zażenowany tamtym wyznaniem. Nawet mówi mu, że miał nadzieję, iż Nathan zapomni. Ten jednak nie zapomni żadnego faceta, który kręcił się koło jego ukochanej, ale do Duke’a akurat ma duży szacunek i cieszy się z jego uczuć. Bo to oznacza, że dziewczyna ma więcej przychylnych jej serduszek niż tylko ten sztywny glina.

-> Naprawdę bardzo podoba mi się każdy moment, który udowadnia, że Duke rozumie Audrey lepiej niż jakikolwiek inny bohater. To on jako pierwszy domyśla się, że dziewczyna wcale nie jest kimś innym, że tylko udaje. To on widzi, że spotkanie z eterem sprawia jej przyjemność. Facet jest spostrzegawczy i to również mi się w nim podoba. Choć czasem może być irytujące i utrudniać życie;)


To tyle. Dzięki za uwagę!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *