W serialach

Sherlock & Molly.
Moje przemyślenia na temat finału serialu

Jeśli nie oglądaliście ostatniego odcinka tego genialnego serialu, a macie to w planach i nie chcecie wiedzieć w jakimkolwiek stopniu, co się tam działo: nie czytajcie dalej! Bo dowiedziecie się czegoś, czego nie chcecie. Do lektury zapraszam po seansie 😉

Bezapelacyjnie najlepsza scena w Sherlocku

Detektyw w finale serialu zaskoczył mnie, jak w żadnym innym odcinku. To, do czego zmusiła go własna siostra było okrutne, ale też niesamowite. I dlatego też uznałam tę jedną scenę za najlepszą. Przebija ona nawet pocałunek.

Chodzi oczywiście o moment, gdy Sherlock otrzymuje ultimatum: zmusi Molly do wyznania mu uczuć lub straci ją bezpowrotnie.

Oglądałam to niezliczoną ilość razy. Z polskim lektorem i bez niego. By dokładniej odczytać emocje bohaterów wsłuchiwałam się nawet w każde wypowiadane przez nich słowo, obserwowałam każdy grymas twarzy. I choć nie do końca dostałam to, czego chciałabym tak naprawdę, to moja nadzieja na love story między tą dwójką w jakiś sposób została zaspokojona. A gdy dopisałam sobie do tego własne przemyślenia… Cóż. Mogę uznać, że ja tam dla nich widzę światełko w tunelu. Ale do rzeczy.

Totalna emocjonalna destrukcja

Zmuszenie Molly do wyznania mu uczuć kompletnie Sherlocka rozbiło. Wiedział, jak ją to zrani jeszcze zanim nadeszło połączenie telefoniczne. Wiedział to w tym samym momencie, w którym dotarło do niego, co musi zrobić. A po wszystkim dopadły go emocje. Nigdy nie chciał jej krzywdy i wydaje mi się, że dopiero teraz Eurus tak naprawdę uświadomiła mu, jak bardzo Molly przez niego cierpi. Te uczucia go dobiły, zadanie jej bólu złamało go.

Musiał się szybko pozbierać, sądzę, że potrafi odciąć się do wszystkiego na zawołanie, ale to tylko pozory. Jest profesjonalistą w swoim fachu, więc gdy potrzebuje swoich umiejętności, wszystko inne zrzuca na dalszy plan. Wybiera najważniejsze w danej chwili i tego się trzyma. Co nie znaczy, że nie wraca w pierwszej możliwej chwili do tych niezamkniętych spraw.

Chwilowa niemoc

Pokój, w którym Eurus zmusiła Sherlocka do takiego zagrania był jedynym, którego on nie opuścił od razu. Z innych wyszedł bez problemu. Po rozwiązaniu jednej sprawy, goniąc do kolejnej, byle szybciej dotrzeć do końca. A tu się zatrzymał. Nie spieszył do wyjścia. Dopiero dr Watson podniósł go z zimnej podłogi, na której wylądował, ewidentnie z hukiem.

Symbolicznie

Sama trumna wydaje się być symbolem samotnego końca jego ukochanej. Zniszczenie trumny dla mnie jest symbolem końca cierpień Molly. Chwilę wcześniej chwycił wieko i zamknął trumnę, kończąc w ten sposób coś, co jest bolesne. Zamykając zagrożenie dla Molly. Tego już nie ma, a on nie chce jej więcej krzywdzić. Na pewno nie chce, by dziewczyna przez niego cierpiała. Szlag go trafił na samą myśl tego, co się właśnie stało.

Gdy siedzi na podłodze i mówi o wiwisekcji, tuż po tym wyraźnie wzdycha. Mi w tym momencie brakuje jeszcze tylko ciężkiego, głębokiego: kocham ją, John. Naprawdę ją kocham. I właśnie prawie ją straciłem. O raju! Szczyt marzeń dla mnie jako widza, a pasowałoby tu idealnie do sytuacji i samopoczucia Sherlocka, jakie wyraźnie odbija się w jego twarzy i postawie 😀 <3  !

Uśmiech Molly i moja teoria

Na samym końcu, w ostatnich sekundach serialu widzimy Molly uśmiechniętą, wchodzącą do jego mieszkania. Nawet mój luby pozytywnie się zaskoczył: “O Molly!”. Sherlock postawił się do pionu, a potem zadbał o dziewczynę.

Moja teoria jest taka, że wyznał jej prawdę o terrorze jego siostry, ale też przyznał, że naprawdę ją kocha (o tym za chwilę). Jednak zaproponował jej przyjaźń, bo jak sam kiedyś stwierdził, miłość nie jest dla niego. Co zrobiła Molly? Przyjęła tyle, ile mogła na chwilę obecną dostać. Szczerą, wdzięczną przyjaźń. Może kiedyś w przyszłości, gdy już znudzą mu się zagadki, Sherlock zapragnie poczuć jak to jest mieć u boku kogoś, kto go zawsze wesprze. A warto być wtedy w pobliżu.

Zresztą nawet gdyby nie była w pobliżu, to on znajdzie do niej drogę. Zawsze potrafił do niej trafić, gdy tego potrzebował. Dlatego Molly uśmiechała się w tej ostatniej scenie. Dlatego w ogóle pojawiła się w jego mieszkaniu, bo nie uciekła z jego życia, była jego stałą częścią, może nawet bardziej niż wcześniej. Więzi zacieśniają się z każdym rokiem, a ta dziewczyna pokazała już nie raz na co ją stać i jak bardzo facet może na nią liczyć.

Sherlock ma serce!

Wracając do uczuć Sherlocka. Napisałam wyżej, że on ją kocha. Tak uważam,  a tę myśl zasiał we mnie moment, gdy Molly prosi Sherlocka, by ten jako pierwszy wypowiedział magiczne “kocham Cię”. Wystarczyło raz.

Ale jeśli pamiętacie tę scenę, powtórzył to wyznanie. Ja zwróciłam wtedy uwagę na jego minę. Każdy, rzecz jasna, odbiera wszystko inaczej. W mojej wersji to wyglądało tak: najpierw zdziwił się, że ona żąda czegoś takiego. Sherlock chyba nigdy (nie przypominam sobie takiej akcji w serialu) nie powiedział jeszcze tych słów. Do nikogo. A teraz zdał sobie sprawę, jak one brzmią w jego ustach.

Nagle go olśniło: to prawda! To, co właśnie powiedział to dokładnie to, co czuje do tej dziewczyny. Jego mina to potwierdza. Sam nie wierzył w to, co się stało. A jego siostra wiedziała. Jej nadnaturalna inteligencja podpowiedziała jej co kryje się w sercu brata już od dawna i wykorzystała to. Choć dla Molly była to raczej brutalna, psychologiczna zagrywka, to jednak cieszę się, że tak się stało. Właśnie dlatego, że na impuls pobudzający uczucia Sherlocka czekałam od paru lat. Od pierwszego sezonu, gdy zauważyłam, co się święci.

Na wylot

Jeszcze odnośnie Molly. Dziewczyna Sherlocka, z którą związał się tylko dla podstępu kilka odcinków wcześniej uważała, że zna go na wylot i tak, jak nikt inny. Ja uważam, że tak naprawdę znała go jedynie Molly. Nawet dr Watson nie był tak blisko detektywa, jak ta urocza, niepozorna i naprawdę nieśmiała laborantka. Molly widziała w nim to, czego nie widział nikt inny.

Udało jej się wedrzeć w jego wnętrze zawsze wtedy, gdy nie wiedział, co jej odpowiedzieć. Jak choćby wtedy, gdy stwierdziła, że ona się nie liczy. Dla niego jej obecność była tak oczywista, że nawet przez myśl mu nie przeszło, że mogłoby jej zabraknąć. Gdy dała mu prezent na święta i skarciła za bycie dupkiem. Był obrażany przez ludzi wiele razy. Więc dlaczego jedynie jej słowa do niego dotarły i wyraźnie go ukuły go niczym ziarnko piasku w bucie?

Molly udawało się go zapowietrzyć. Przez wszystkie sezony wiele razy brakowało mu słów, nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Niewiele osób potrafiło go postawić w takiej sytuacji. Z drugiej strony wyczuwam w takich chwilach jego uśpione, schowane gdzieś głęboko w sercu uczucia do niej. Bywały chwile, że Sherlock się przy niej krępował i był nieśmiały. Nie widziałam, by zachowywał się tak przy kimś jeszcze. Do licha! Nie zgasiła go Irene swoją nagością, a jego tupet bez problemu pozwolił mu pojawić się w samym prześcieradle w najmniej do tego odpowiednim miejscu, co można było odebrać jako obrazę i totalny nietakt z jego strony. Przejął się? Ależ skąd! Ale na Molly mu po prostu bardzo zależy.

Dla mnie Sherlolly już zawsze

Wiem, że jest wielu miłośników Sherlocka i jego samotności. Wiem też, że w oryginalnej historii jest inna kobieta jego boku. Nie czytałam jeszcze książki, nie oglądałam innych ekranizacji. Bardzo, ale to bardzo spodobał mi się ten serial i dziewczyna, która nie istnieje w żadnej innej wersji przygód o niezwykle inteligentnym detektywie-socjopacie.


Dzięki za uwagę! Jeśli masz swoje zdanie na ten temat- podziel się nim w komentarzu, chętnie je poznam 🙂


(Grafika użyta w tym wpisie pochodzi z serwisu pixabay.com.pl)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *